this-pictureblog
ksiega gosci

lektura codzienna
twist of fate
crazy house
sistermoon
pierwsza żona
barbarella
haniuta
soso
Młoda Zebra
redkiller

  nic nie wiem 2011-08-16 22:36:59

Nie wiem kim chcę być, jak dorosnę. Nie wiem co będę robić, jak mi się skończy zastępstwo. Nie wiem, do kiedy mam to zastęstwo. Nic nie mogę zaplanować i to mnie dobija. Nie potrafię tak. Zawsze muszę mieć plan, albo jakiś chociaż mglisty zarys, co będzie. A nie wiem nic.

Wynajdywanie podyplomówek tez mnie wykańcza. Znalazłam fajne kierunki w Łodzi. I co z tego, skoro jeden zjazd, z dojazdem, zakwaterowaniem i czymś do zjedzenia wyniesie ok. 500 zł. Dwa zjazdy w miesiącu to już koszt, który średnio mi się podoba. Przydałoby mi się wolne 20 tysięcy, nawet 10 powinno wytarczyć.

Chciałabym być celebrytą. Myślę, że byłaby to "kariera" dla mnie.

Wszechświecie, może chociaż mała wskazówka, co? Nic by Ci się nie stało, jakbyś choć raz coś mi ułatwił.



skomentuj (0)


nie chce mi się spać 2011-07-17 23:19:07

A chyba powinno, zważając na godzinę, o której muszę jutro wstać. Ale nic to, dam radę.

Ciągle nie wiem kim chcę być, jak dorosnę. Pomysłów mam dużo, gorzej z realizacją. Oraz z wytrwaniem w jakimś pomyśle, bo dość szybko przechodzi mi entuzjazm.

Za to Wszechświat chyba naprawdę wie, co robi. Za co jestem mu niezmiernie wdzięczna. Bo ja nie mam zielonego pojęcia.

Nie mam też pojęcia, co będzie za rok, dwa, dziesięć lat. I lekutko mnie ta niewiedza przeraża. Ale ok, one problem at a time.

W co ja się jutro ubiorę na zakład?



skomentuj (0)


powracam 2011-07-12 20:29:48

Na zakład powracam. Co prawda na razie jeszcze nie jako dyrektor (to później) i tylko na zastępstwo, ale wszystko jest lepsze od wizyt w UP, które to zostają mi właśnie odroczone miejmy nadzieję, że na zawsze. Tzn. na razie jeszcze nie zostają, bo UP nic nie wie o moim zatrudnieniu, ale pewnie dowie się do końca tygodnia. Zaczynam od poniedziałku.

A za 2 tygodnie miałam iść do mojej doradcy zawodowej, do której pałam szczerą i absolutnie zasłużoną nienawiścią. Pewnie UP przypisze sobie zasługi w znalezieniu mi roboty. No jasne, bo to tylko i wyłącznie dzięki rewelacyjnemu indywidualnemu planowi działania, który ułożyła doradca (niech ją szlag). I jak to się poprawie odmienia przez rodzaje tak w ogóle?

Cieszę się z powrotu do ratusza. Gdyby mi ktoś powiedział 14 grudnia 2009 roku, że kiedykolwiek ucieszę się, że będę mogła tam pracować na czymś więcej niż staż (który nie jest pracą, co mi niestrudzenie powarzają pracownicy UP), to bym go wyśmiała. A tu proszę, taka niespodzianka.

Jeden z powodów, dla których cieszę się z powrotu, nie jest takim do końca dobrym powodem do cieszenia. Ale oj tam, dopóki nikt nie wie, to nie jest nic strasznego. Jak większość rzeczy, które są w mojej głowie i na szczęście tam pozostają.

No i tak o. Mam nadzieję, że po tygodniu nie zatęsknię za bezrobociem.



skomentuj (1)


nie wiem co ze sobą zrobić 2011-05-08 00:33:40

Trochę nie pisałam, ale bynajmniej nie dlatego, że jednak podapaliłam ten budynek UP. Wszystko nadal przede mną.

Nie wiem co się dzieje. Co ostatnio wymyślę sobie jakąś ścieżkę kariery i naprawdę zaczyna mi się ona podobać, kariera ta kończy się zanim się jeszcze porządnie (albo w ogóle) zacznie. I dlaczego? Czy Wszechświat naprawdę ma dla mnie jakiś inny plan niż permanentna depresja?

Dobra, zaczęłam pisać parę godzin temu i się zacięłam, a teraz chyba nie mam nic więcej do powiedziania. Poza tym, że nie ogarniam i nie wiem, o co chodzi. Bez sensu.



skomentuj (0)


mały odkrywca 2011-03-30 23:59:14

Dzisiaj odkryłam, że można płakać w soczewkach i nie wypływają. Ani nawet się nie przesuwają. Dobre są.

A teraz idę wizualizować sobie, jak to podpalam budynek Urzędu Pracy wraz z Centrum Aktywizacji Zawodowej.

Burn motherfucker, burn!



skomentuj (2)


na razie chyba dam sobie spokój 2011-03-30 00:18:42

Z szukaniem roboty, znaczy się. Wysyłam te oferty chyba tylko z przyzwyczajenia, a potem jak już się ktoś odezwie, to czarna rozpacz i zwykle rezygnuję. Odezwie się w sprawie testu/rozmowy, a nie, że oferuje mi od razu pracę. Takich luksusów na razie nie uświadczam.

Nie wiem, na jak długo sobie dam spokój i kiedy zacznę rozpaczać, że jednak nikt mnie nigdy nie zatrudni i jestem beznadziejna. Generalnie jestem obrażona na rynek pracy za to, że robocie, na której naprawdę mi zależało, widać nie zależało na mnie, skoro po kilku etapach rekrutacji (z których przejście pierwszego najbardziej mnie zaskoczyło) telefon zamilkł.

Focham się też na rekrutacje w innych miastach. Niniejszym postanawiam szukać pracy tylko w moim, co biorą pod uwagę poziom bezrobocia w województwie, na pewno pozwoli mi przebierać w ofertach.

Bez sensu to wszystko, choć jakiś sens być w tym musi. I jak się w końcu okaże jaki, to chyba padnę ze szcześcia.

Obcować z siatkówką mi się dzisiaj nie udało, także nic nie poprawiło mi humoru.

A tak w ogóle to powinnam pisać i co? I nie piszę.



skomentuj (0)


w moim życiu panuje niesamowita równowaga i harmonia 2011-03-28 17:50:36

Jest beznadziejnie w każdej dziedzinie.

Dzisiaj miałam lekutknie załamanie, jak to jest źle, jak to bez sensu było się na stażu starać, skoro i tak mnie potem nikt nie zatrudnił i jak to w ogóle lipa, dół i beznadzieja.

Potem trochę mi przeszło, zapewne głównie za sprawą możliwości jutrzejszego obcowania z siatkówką.

A potem był telefon i przeszło mi to wcześniejsze "przejście". W zeszły piątek wysłałam parę dokumentów aplikacyjnych, bardziej z poczucia obowiązku i chęci udowodnienia, że jednak coś robię niż marzenia, by pracować akurat tam, gdzie papiery wysyłałam. Dzisiaj do mnie zadzownili. Już na wstępie zapaliła mi się mała lampka, kiedy to pani rekrutująca powiedziała, że jest to pilna rekrutacja. Przyjazd do stolicy w środę nieszczególnie mi pasował (jestem już umówiona z moim ukochanym UP), w czwartek natomiast nie pasowało pani (bo rekrutacja pilna), stąd jestem umówiona jutro na rozmowę telefoniczną. A miała być w tym czasie na hali. Drugi raz lampka zapaliła mi się dopiero po telefonie. Pani zapytała, czy byłabym w stanie podjąć pracę np. 4 kwietnia. Powiedziałam, że tak, ale teraz nie jestem już tego taka pewna. Średnio to wszystko wygląda.

No i teraz nie wiem. Mam ochotę zrezygnować w ogóle, ale z drugiej strony jednak nie jestem w aż tak komfortowej sytuacji, że mogę kręcić nowem i wybrzydzać. Niby nie mam jeszcze noża na gardle i nie muszę, ale z drugiej strony na razie brak mi alternatywy.

No i naprawdę nie wiem. Nie wiem, czy kierować się intuicją i tym, co czuję, czy jednak są to uczucia nieadekwatne. Cholera.

Jak też można się domyślić, telefonu, na który czekałam, jednak się nie doczekałam. Co prawda teoretycznie mają na niego jeszcze 2 dni, ale jest to równie prawdopodobne, jak to, że teraz zadzowni do mnie Michael Phelps wyzywając mnie na pojedynek na 200 m motylkiem. I ja ten pojedynek wygram.

No i teraz co robić? Jak żyć?



skomentuj (0)


 

2011
sierpień
lipiec
maj
marzec
luty
styczeń
2010
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2009
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2008
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec